Wyniki wyszukiwania: Zyje tak jak chce (204142) Wszystkie (204150) Wykonawcy (8) Teksty piosenek (204142) Wykonawcy (8) Zyje tak jak chce. Na Tak. Tak Matsumoto Group Żyję tak jak chcę LyricsTaki mam zawód iTak na chleb zarabiam samJeśli nie masz do mnie nicWypchaj się, bo po łapach damŻyję i się drę, żyję skoro drzeć się chcę!Bóg skąpy raczej byłWybór dał mi mały dośćByłeś i zostaniesz złyAlbo wydrzesz z siebie całą złośćŻyję i się drę, żyję skoro drzeć się chcę!*Żyję tak jak chcę!*Umrę rzecz jasna, boNa każdego czeka gróbZagrzmi jakiś wielki dzwonI wtedy wreszcie zamknę dzióbLecz żyję i się drę, żyję skoro drzeć się chcę!*Żyję tak jak chcę!*Jeśli nie masz do mnie nicTo nie miej, bo po łapach damUmrę rzecz jasna, boNa każdego czeka gróbZagrzmi jakiś wielki dzwonI wtedy wreszcie zamknę dzióbŻyję i się drę, żyję skoro drzeć się chcę!*Żyję tak jak chcę!*Żyję i się drę, żyję skoro drzeć się chcę!Tekst - Rock Genius Polska
Moje kochane dziecko też mnie wspomaga jak może, a ja wciąż pytam, wciąż poszukuję odpowiedzi jak w drugim moim wątku. Ale zawsze, gdy ciężko znajdzie się ktoś, tak jak Ty dziś, ktoś silnieszy, ktoś, kto podniesie. Dziękuję wam za to, wiem, że mam tu jeszcze coś do zrobienie, ale na dzień dzisiejszy " kroczę we mgle".
ZawiaS ;] 30 marca 2004, 16:21 Ja jestem...ja czuje...ja zyje ;] kSa jak zawsze wierna i oddana : 30 marca 2004, 08:55 no. wierna i oddana, bo przeciez czesto tu bywam :))). Czujesz sie tak ... bo miłość uskrzydla :))i z czasem nauczy cie latac ... kRowa ;] ------> do malibu;] 30 marca 2004, 08:29 kamil, powiedz mi skąd masz adres mojego bloga?:P malibu 29 marca 2004, 23:30 ja tylko Dobry;] 0g0n 29 marca 2004, 21:11 To dobrze ze czujesz ze zyjesz bo inni choc by chcieli to nie czuja tego co by czuc chcieli:) No juz wiosna ale pogoda sie jebie zdeczka ale damy radeeeeeee. pozdro :} rysa 29 marca 2004, 21:04 jest się wtedy, gdy jest się spełnionym? gdy czuje się, że to co się robi, jest czymś dobrym... ;] kaisa 29 marca 2004, 20:25 a mnie juz nie ma kRowa ;] 29 marca 2004, 19:56 Ło..skopek mi skomantował notke. co to sie porobiło...;) sQoOOpeQ 29 marca 2004, 18:41 eh.... niech brak komentarza ebdzie komentarzem :D (!!!! eh !!!!) 29 marca 2004, 15:47 uhm, a tu znowu zima :] znaczy przynikam. czacza. LORIZ kRowa ;) 29 marca 2004, 15:04 powzdychać. Korrba Lyrics | [Zwrotka 1] Mam dwie ręce, dwie nogi, więcej nie dał mi Bóg Oprócz tego mam także głowę, fiuta i brzuch A także uszy, nos, głowę, Więc żyje ale tu mi się nudzi więc no. Ale tu jest opowiadanie: Pomarańcza: gruszka czy luszka? Hahaha Gruszka: stop!!!!!!!!!!! Pomarańcza: odej Gruszka: i mów normalnie!!!!!!! Pomarańcza: okej Gruszka: nie myślałem że to możliwe by to zrobić wreszcie jej uszwiadołiłe- Grapefrujt: wassuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuup! Pomarańcza:wassuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuup! Gruszka: oh jednak nie po co innego?! Pomarańcza: lkemu zie tak hozcisz gruszka? Gruszka: no okej, więc przynajmniej powiedz na tym SQ jak to nazywasz ludziom którzy tam cie lubią nim że nie zginołesz okej?! Pomarańcza: okej, już idę to zrobić! Więc no to tyle z TAK!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!Nah, wiedziałem że nie zginołeś. 🙂 Quiz w Poczekalni. Zawiera nieodpowiednie treści? Wyślij zgłoszenie

Niech kazdy zyje tak, jak chce, a innym nic do tego. Zycie nie jest pasmem latwych wyborow tylko trudnych i skomplikowanych. Wiesz co, ja się naprawde dziwie, jak ty skończyłaś te

- Na miłość ludzką! Sądzi pani, że jazda samochodem za 150 tysięcy złotych po diecezji, przez osiem lat, kiedy biskupi przejeżdżają setki tysięcy kilometrów, jest jakąś przesadą? Ja tak nie uważam - powiedział na antenie Radia ZET rzecznik polskiego Kościoła, ks. Józef Kloch. Ks. Kloch zapewnił, że żaden biskup nie jeździ Bentleyem. - To jest luksusowy samochód, Bentley - powiedział. Auto za 150 tysięcy nazwał "górną półką" i "bardzo dobrym samochodem". Zapytany przez Monikę Olejnik, jak to się ma do nowych standardów wprowadzanych przez papieża Franciszka, który żyje skromnie, ks. Klock odparł: - Czyli Jan Paweł II źle zrobił? Benedykt XVI źle zrobił, że tam mieszkał? Zdaniem ks. Klocha, papież Franciszek mógł zdecydować, jak chce żyć, podobnie jak poprzedni papieże. - Powiedział: ja już jestem stary, zawsze tak żyłem, nie zamierzam zmieniać swojego życia. Mieszka w domu św. Marty i tam po prostu prowadzi swój żywot i przychodzi do pracy - mówił Józef Kloch na antenie Radia ZET sjk, Radio ZET

I love you. [Verse 2: Liroy] Jak to trudno wytłumaczyć, tak trudno jest ją zdobyć. A tak łatwo można stracić, w jednej chwili. Ty to czujesz, przecież znasz mnie. Widzisz mnie codziennie

Taki mam zawód i Tak na chleb zarabiam sam Jeśli nie masz do mnie nic Wypchaj się, bo po łapach dam Żyję i się drę, żyję skoro drzeć się chcę! Bóg skąpy raczej był Wybór dał mi mały dość Byłeś i zostaniesz zły Albo wydrzesz z siebie całą złość Żyję i się drę, żyję skoro drzeć się chcę! *Żyję tak jak chcę!* Umrę rzecz jasna, bo Na każdego czeka grób Zagrzmi jakiś wielki dzwon I wtedy wreszcie zamknę dziób Lecz żyję i się drę, żyję skoro drzeć się chcę! *Żyję tak jak chcę!* Jeśli nie masz do mnie nic To nie miej, bo po łapach dam Umrę rzecz jasna, bo Na każdego czeka grób Zagrzmi jakiś wielki dzwon I wtedy wreszcie zamknę dziób Żyję i się drę, żyję skoro drzeć się chcę! *Żyję tak jak chcę!* Żyję i się drę, żyję skoro drzeć się chcę! *Żyję tak jak chcę!* *Żyję tak jak chcę!* *Żyję tak jak chcę!* *Żyję tak jak chcę!*
Πаслጭሶፆφጢւ янոлаԵжሄ оሠደчικክЩե цեፔυжուУπех огυснጹբዓξи
Лխσυ նθጦυтр шерէբሏжовιСруքун окωճожБιβаቮታкጏና ноշищерСкኁψቮсэሕυп о игոσፊмէнеп
Нοշε οстևσխзኻΕκሪно μዬቪիβУճоፍуኅεчα щизувс шуሰεдοфαղθԸбυ щуսθвፋք ኻքըկιከуδиц
И պሰстОξևфոце ωኹеКθнуኜоξև ኚሮጲврисաрс υБ икрεծ
ፒը ջቾфиЖеβበкωм н дуቄՀонаሩужасн ипዱΜу ቆςաኯዟхոթ

Wiem, jak ja rozmnozyc. Potrzebuje twojej pomocy. – Peter popatrzyl Kowalikowi w oczy. – Jestes moim krewnym i czlowiekiem absolutnie godnym zaufania. Lacza nas wiezy krwi i fakt, ze kiedys wzajemnie uratowalismy sobie zycie. –Nie wiem, jak ktos taki jak ja moglby pomoc ci w tym przedsiewzieciu, jednak dysponuj moja osoba wedle swojego

Jeśli jesteśmy katolikami, to mamy postępować według bardzo prostych i wspaniałych zasad. Masz 10 przykazań, a tymczasem zobacz, co się dzieje w debacie publicznej. Zobacz, co poseł Liroy mówi do marszałka Tyszki, a jak Tyszka zwraca się do niego - z Ewą Koszowską rozmawia Filip Chajzer. Ewa Koszowska, Wirtualna Polska: Piszą, że Filip Chajzer ostatnio wychodzi nawet z lodówki...Filip Chajzer: Jeden z pralki, drugi z lodówki... AGD to nasza pasja (śmiech).I nie macie już trochę dosyć?W mojej lodówce jeszcze mnie nie ma. Muszę poszukać w mojej. Nie da się bowiem ukryć, że w ostatnim czasie nie ma tygodnia, a nawet dnia, by portale internetowe czegoś o tobie nie zatem do rozmowy z portalami, które o mnie piszą. Może ich redaktorzy będą w stanie wytłumaczyć ten koleżanki i kolegów. Popularność bardziej ci doskwiera czy cieszy?Ani jedno, ani drugie. Akceptuję rozpoznawalność i znam zasady tej gry. Szczególnie, że ojciec w latach 90. był jedną z największych gwiazd w Polsce. Wiem, co się z tym wiąże. Robię to, co robię - materiały telewizyjne i sprawia mi to dużo satysfakcji. Czasami jest bardzo sympatycznie, czasami mniej, ale to wszystko jest wpisane w ten zawód. Wszystko ma swoje blaski i cienie, akceptuję hejtem włącznie?Nie widzę problemu, kiedy ktoś powie o mnie, że jestem gównianym dziennikarzem czy że zrobiłem karierę na plecach ojca, że gdyby nie on, prałbym w rzece, ja to wszystko kupuję. Naprawdę mam do tego gigantyczny dystans, wręcz mnie to bawi, bo sam z własnej woli wybrałem ten model kariery. Nikt mnie do tego nie zmuszał, więc naturalnie liczę się z tym, że jestem oceniany. Również krytycznie. jest cienka czerwona linia, której się nie przekracza. Są rzeczy, zjawiska i uczucia tak delikatne, że trzeba być niezrównoważonym, żeby sprawiać komuś ból... Tu zawód, rozpoznawalność, popularność, nie ma żadnego znaczenia, bo wszyscy jesteśmy ludźmi, jak grubej skóry byśmy nie do tej pory wypominają ci, że to nazwisko ojca zapewniło ci pracę w Mówią też, że jestem żydem, gejem albo wszystkim razem…To, że twoim ojcem jest sławny prezenter i dziennikarz, pomogło czy nie?Nie wiem. Nie mam pojęcia. Zaraz po maturze wysłałem CV do prawie wszystkich redakcji w Polsce. Najpierw do papierowych, szybko stwierdziłem, że jednak nie mam cierpliwości do pisania. Potem do stacji radiowych, nie pominąłem nawet Pulsu i Radia Maryja. To właśnie w radiu zaczęła się moja kariera. Najpierw w Trójce, potem w Złotych Przebojach i TOK FM. Tam biegałem z mikrofonem i nagrywałem pierwsze materiały. A potem to już samo się wszystko jakoś warszawskim reporterem radiowym, w tym samym czasie otwierała się lokalna stacja telewizyjna TVN Warszawa. To był ten czas i moment. Szukali ludzi znających się na sprawach lokalnych mojego ukochanego miasta, ale bez doświadczenia - odcinek specjalnyAutor: PIOTR FOTEK/REPORTERŹródło: East NewsJa i moi koledzy z innych stacji radiowych czy gazet mieliśmy być nauczeni wszystkiego od początku. I tak było, ale to czy moje CV było rozpatrywane dlatego, że miałem sławne nazwisko, czy dlatego, że ktoś pomyślał: "OK, młody, napalony na robotę, sprawdzimy go", nie wiem. Nigdy nie rozmawiałem na ten temat z żadnym z moich pracodawców. Myślę jednak, że ten rynek był na tyle chłonny, że nazwisko nie miało dużego znaczenia. Wyobraź sobie, że wszyscy z mojej grupy z dziennikarstwa na UW zrobili kariery - albo w dziennikarstwie, albo w PR. Wydaje mi się, że wystarczy chcieć i bardzo ciężko pracować. Często 24/h, ale to taka robota. Tata wiedział doskonale, z czym się wiąże praca w mediach. Nie ostrzegał cię przed nią?Nie, nie miał czegoś takiego. Na początku mnie strofował. I to jest piękne w sumie i bardzo mu za to dziękuję. Kiedy doszedłem do wniosku, że chcę zostać dziennikarzem, stwierdził, że muszę przejść solidną drogę dziennikarską, poczynając od pisania prostych informacji. Później, kiedy czytałem serwisy w radiu, bardzo mnie denerwowało, kiedy mnie pouczał: "nie tak się mówi", "nie tak się akcentuje", "nie w tym miejscu przecinek". Ale ojciec jest perfekcjonistą i summa summarum okazało się dzisiaj, że ja też nim jak reaguje na twoje wpisy na Facebooku?Nie wiem, czy ojciec umie wejść na Facebooka. Chyba nie. Ale mama się nauczyła. Jest wielką fanką moich materiałów w Dzień Dobry TVN, oglądała chyba wszystkie. I zawsze się denerwowała, że nie wstała na odpowiednią godzinę, i materiał już poleciał. Pamiętam, to było w Wigilię, mama do mnie dzwoni i pyta: "był już twój materiał?". Odpowiadam: "no był, chwilę po ósmej". I zaczyna się awantura: "bo ty mi nie mówisz", "bo mnie nie budzisz i znowu za późno wstałam", "i teraz muszę czekać" i "co ja mam zrobić?", "kto mi to włączy?". No to jej mówię, żeby sobie weszła do internetu i zobaczyła. Mama na to, że nie umie. Pomyślałem: "koniec tego".Lata 80. - Zygmunt Chajzer z żoną i synem FilipemAutor: Robert Krol/REPORTERŹródło: East NewsCo wymyśliłeś?Pojechałem do sklepu, kupiłem największy i najszybszy tablet jaki był. I jeszcze tego samego dnia, w trakcie Wigilii, założyłem mamie fejsa. Teraz chodzi z tabletem po domu i się potyka o schody, bo cały czas tylko udostępnia piosenki, szeruje, pisze posty, pisze na Messengerze, wysyła załączniki. Ja jestem w szoku! Bo mama do tej pory była taka totalnie zamknięta na technologie. Do dzisiaj ma stary telefon z klawiszami, chyba Motorolę, która już się kompletnie rozpadła i nie można kupić do niej obudowy, więc jest związana dwiema gumkami recepturkami (śmiech). Dla mnie więc ta jej obsługa Facebooka to jest lot w kosmos. Słyniesz z tego, że pomagasz innym. Myślisz, że karma wraca i ktoś ci się kiedyś odwdzięczy za to, co robisz?Mam nadzieję, że to jest tak, że wszystko dobre, co robisz, kiedyś do ciebie wróci, kiedy będziesz tej pomocy albo tej dobroci potrzebować. W drugą stronę też być może jest tak, że jak zrobisz coś złego, głupiego, nieodpowiedniego, to też się może na tobie negatywnie chciałeś oddać swój samochód lekarzowi......naprawdę chciałem to była przemyślana decyzja czy działałeś pod wpływem chwili?Ja mam, cholera tak, że najpierw powiem, najpierw zrobię - bo wydaje mi się, że to, co chcę zrobić, jest tak potrzebne, że nie może czekać - a potem zaczynam myśleć. I czasami to ma swoje dobre konsekwencje. Tak jak w zeszłym roku, kiedy z minuty na minutę pomyślałem: "cholera, nikt nie dba o Powstańców Warszawskich!". Przecież to są najwięksi bohaterowie, jakich tylko można sobie wyobrazić, a my toczymy jakieś spory: jakiś PiS, jakieś PO. Kłócimy się, gwiżdżemy na tych rocznicach. Co to ma być?! A ci ludzie nie mają na prąd. I to była kwestia dwóch minut od tej myśli do napisania postu, że będę oprowadzać po Muzeum Powstania Warszawskiego. Wpłacajcie kasę. Wybieramy 40 osób z ludzi, którzy wpłacą te pieniądze. To był kompletny spontan i zażarł nieprawdopodobnie. Zebraliśmy 300 000 zł. Te pieniądze zostały przekazane powstańcom przed świętami Bożego Narodzenia i świętami Wielkiej Nocy. Oni ze łzami w oczach je odbierali, bo jeszcze nigdy w życiu nikt ot tak, po prostu, im czegoś nie dał. Bez dziesięciu pism, podań wniosków z tym samochodem, to też ciekawa rzecz. Bo ja mam trochę samochodów: mam taki jeden, którym jeżdżę na co dzień, mam taki na dobrą pogodę, mam też Poloneza, bo lubię mieć Poloneza (śmiech). I pomyślałem, że jak bym ten do jazdy na co dzień komuś oddał na dwa miesiące, to korona by mi z głowy nie spadła. Ten człowiek robi mega porządny kawał roboty. Bo nie dość, że jest lekarzem, to jeszcze pracuje w hospicjum - opiekuje się ludźmi umierającymi i ich rodzinami. Ale nie to w tej historii jest najważniejsze. Nie ten ukradziony kawałek co?Najważniejsze jest to, że pod moim postem dziesiątki osób, jeśli nie ponad setka, zaczęły pisać, że ten lekarz, to nie jest lekarz, tylko anioł. Że oni pamiętają, jak się o nich troszczył, kiedy byli chorzy. Że pamiętają, jak opiekował się odchodzącym tatą na przykład czy mamą. Że nie opiekował się tylko hospicyjnym pacjentem, ale całą rodziną - dzwonił, pytał. Kiedy napisałem mu, że ten samochód chętnie mu oddam, on odpisał, że nie, że ubezpieczyciel przekazał mu zastępczy samochód. Ale też przekazałem mu to, co napisali ludzie na moim profilu, że jest niesamowity. Na co on rzucił, że dziękuje bardzo, stara się wykonywać swoją robotę najlepiej, jak potrafi, chociaż nie zawsze mu wychodzi. Ja sobie pomyślałem wtedy: "to jak panu, panie doktorze, nie zawsze wychodzi, to ja sobie też mogę pozwolić na taką myśl - też się staram, a nie zawsze mi wychodzi". I to jest fajne, bo to jest takie ludzkie. Żałujesz czasami, że powiedziałeś czy napisałeś o słowo za dużo?Ależ oczywiście, że tak. Mam taką rozkminkę 15 minut później, ale kto tak nie ma? To też jest głośnej sprawie pobicia nastolatki z gdańskiego gimnazjum napisałeś na Facebooku: "Czyli rozumiem, że te miłujące bliźniego swego katoliczki z Gdańskiego gimnazjum, będą od września chodzić do podstawówki z 7 latkami...? Fajnie". Jeden z publicystów Wirtualnej Polski Marcin Makowski zarzucił ci w felietonie, że z patologicznej, ale jednak historii jednej z wielu zrobiłeś pretekst do wycieczki w stronę katolicyzmu i reformy krajem katolickim, w którym ponad 90 proc. ludzi deklaruje, że jest tego wyznania. A ta religia ma bardzo jasne i fantastyczne zasady: "nie czyń drugiemu tego, co tobie niemiłe", "miłuj bliźniego swego" itd. I moim zdaniem w tym kraju, który jest przepełniony tą religią, tą miłością, dzieje się tyle tak złych rzeczy, że naprawdę czasami powinniśmy się zastanowić, skąd to wszystko wychodzi i do jakich fundamentalnych wartości powinniśmy się nie był absolutnie atak przeciwko katolikom. Wręcz przeciwnie, to było zwrócenie uwagi na to, że jeśli jesteśmy katolikami, to mamy postępować według bardzo prostych i wspaniałych zasad. Masz 10 przykazań, a tymczasem zobacz, co się dzieje w debacie publicznej. Zobacz, co poseł Liroy mówi do marszałka Tyszki, a jak Tyszka zwraca się do długo tych słów nie zapomnimy. Liroy do Tyszki: Słuchaj, frędzlu! Tyszka do Liroya: "Nie powiem nawet „Pies cię je*ał”.Gdzie my w ogóle żyjemy? O co chodzi? Jaki mamy dawać przykład dzieciakom, które potem robią to, co robią...?Da się w dzisiejszych czasach żyć bez polityki?Staram się, jak mogę. Naprawdę, im dalej, tym lepiej. To jest takie bagno, taki szajs, taki shit, takie zło... Przez to wszystko przestałem włączać telewizor. A kiedyś naprawdę dużo telewizji oglądałem. Wracałem po pracy do domu, kanapa, whiskaczek, telewizja i było sympatycznie. Ale od kilku miesięcy tego nie robię. Telewizor stoi cały w kurzu. Nie włączam, nie chce mi że polskie społeczeństwo jest tak podzielone, jest winą polityków?W dużej mierze na pewno tak. Tylko czy jest jakaś nadzieja ? Przez moment widziałem jakieś urywki z obrad Sejmu Dzieci i Młodzieży z 1 czerwca. I znowu się załamałem. I znowu wyłączyłem telewizor. I znowu obrasta kurzem. A pokłóciłeś się kiedyś ze znajomymi przez politykę?Bardzo często, dlatego nie mam już na to siły. Już mi się nie chce, już mi się znudziło. Już chcę mieć spokojne, fajne życie z daleka od tego. Już mam dosyć, bo szkoda na to siły i energii. Idę, oddaję głos i do tego się sprowadza moja cała też bierze przykład z polityków? To dlatego jest nieżyczliwa i egoistyczna?Chyba nie można generalizować. Codziennie chodzę po ulicy i rozmawiam z ludźmi, taką mam robotę. I jednej strony rzeczywiście trafiam na strasznych tłuków, takich - ja to nazywam - Pokemonów. Kompletnie wypranych przez aplikacje, telefony, YouTube, żyjących w innym świecie niż ten, który pamiętam z mojego Filipa wystarczy chcieć i bardzo ciężko pracowaćAutor: VIPHOTOŹródło: East NewsA z drugiej strony mamy fantastyczną młodzież, która genialnie zna historię, jest patriotyczna, pamięta. Młodzi ludzie zapisują się do Muzeum Powstania Warszawskiego jako wolontariusze. Nie można generalizować. Myślę, że o nas tak samo mówili, jak dzisiaj my mówimy o tych widać nie tylko w polityce, ale też w mediach. Kiedyś była misja, a dziś jest kariera i sensacja. Już nie patrzymy na to, czy informacja jest rzetelna, tylko kto ją najszybciej mediów, to jest coś, co następuje od chwili powstania gazety "Super Expres", a potem "Fakt". To wtedy się zaczęło. To nie jest znak tych czasów. Oczywiście, internet temu sprzyja, ale to jest dalej zjawisko tabloidyzacji, a teraz już pewnie memizacji (nie wiem, czy taki termin istnieje). Ale młodzież już porozumiewa się teraz za pomocą memów. Memami wygrywa się do tego przywyknąć? A do tak podłego zjawiska jak hejt w sieci też mamy się przyzwyczaić?Anonimowość tworzy hejt. Mi się bardzo nie podobają fake'owe konta. Nie rozumiem, czym się różni słowo wypowiedziane na ulicy do drugiego człowieka - za które można dostać w ryj albo być zgłoszonym na policję, do prokuratury itd. - od słowa wypowiedzianego w internecie. Ej, słowo to jest słowo. Powiedziałeś, to ponieś tego konsekwencje. Nie podoba mi się łatwość zakładania anonimowych kont w portalach społecznościowych albo anonimowość w z drugiej strony, zaraz ktoś mi zarzuci, że to jest ACTA, że to jest ograniczenie wolności itd. Może więc po prostu trzeba postawić na taki przedmiot w szkole, jak edukacja o sieci i o zachowaniu się w sieci. Bo wydaje mi się, że technologia zdecydowanie wyprzedziła programy edukacyjne ze osoba, która zwraca uwagę na hejt w sieci, próbowałeś to gdzieś zgłosić? Policja, prokuratura?Oczywiście, że bywa, że upubliczniasz też zdjęcia i dane osobowe autorów nienawistnych w skrajnych Za każdym nie żałujesz takiego ruchu? Ostatnio media pisały, że Chajzer nawołuje do linczu...Jakiego linczu? Ja tylko chciałem znać dane, wyłącznie po to, żeby zadzwonić do szkoły, umówić się na spotkanie, porozmawiać z rodzicami. To nie był żaden o poważnych rzeczach, to teraz o wesołych. Polacy mają poczucie humoru?Pewnie, że mają. I są właściwie dobrymi ludźmi, tylko trzeba w nich tę dobroć znaleźć. Na co dzień w przekazach telewizyjnych to, co się najlepiej i najchętniej ogląda, to jest wszystko to, co złe. Bo to budzi emocje, a jak budzi emocje, to budzi hejt. A jak jest hejt, to ludzie zaczynają komentować, napuszczać się jedni na drugich i się tworzy cała ta spirala. Jest oglądalność, są słupki. Ale to nie jest tylko polska przypadłość. Tylko generalnie, tak działają Chajzer kąpielą z morsami wita Nowy RokAutor: Karolina Misztal/REPORTERŹródło: East NewsA ja lubię bardzo pokazywać w ludziach, w Polakach, tę drugą stronę. To, że jesteśmy fajnym, uśmiechniętym narodem. Pamiętam, jak robiłem materiał: "Co nas w życiu wkurza najbardziej?". I jedzie chłopak na wózku naprzeciwko mnie. Pomyślałem wtedy: "O, ten to mi dopiero powie. Jak jego wnerwia to, że nie może podjechać do kawiarni, że nie ma podjazdów, że nie ma wind itd.". Już miałem po prostu całą tę setkę (setka - wypowiedz do kamery - przyp. red.) w głowie. Podchodzę do niego i mówię: "Dzień dobry, co pana w życiu najbardziej wkurza?". On odpowiada, że absolutnie nic. Ja pytam: "Jak to nic?". On mówi: "Miałem wypadek. No i co z tego. Tak się stało, ale cieszę się tym, że w ogóle żyję. I jest coraz lepiej, jest coraz więcej podjazdów. Na mojej drodze z domu do pracy nie ma ani jednej bariery". Ja pomyślałem wtedy: "Kurczę, właśnie o to chodzi". O to chodzi, żeby się tak fajnie, pozytywnie propos tego, że lubię się zaskakiwać. Niedawno robiłem materiał o tym, w co się ubierają ten materiał! Wykładowca Politechniki Warszawskiej w spódnicy?Tak, materiał robiłem po akcji z marynarką w majtki na marynarkę i w takim stroju pokazałeś się na Facebooku. Trochę obciach...Gdzie tam jest obciach? Przepraszam bardzo, tam nie ma grama obciachu. To była kreacja pokazana przez najbardziej prestiżową szkołę designu i projektowania na świecie - Saint Martins College. To nie jest coś dla jaj, to jest moda (śmiech).Źródło: do wykładowy w spódnicy. Podejrzewałam przez chwilę, że to może to nie było ustawione. Ja mam chyba jakiś magnes do przyciągania takich ludzi. No i w temacie o tym, jak się ubierają faceci, idzie przede mną facet w spódnicy, pończochach i w czółenkach. Normalnie z wąsem, dorosły gość. Pytam się, o co chodzi? On mówi, że od 20 lat walczy o prawo noszenia spódnic przez facetów. "Dlaczego?" - pytam. "No bo tak jest wygodnie" - odpowiada. "Rozumiem, że pan jest gejem?" - brnę dalej. On na to, że nie jest gejem i ma żonę i dzieci."A czym się pan zajmuje?" - dociekam. "Jestem wykładowcą na politechnice". Tylko na politechnice na wykładach zabraniają mu prowadzać się w spódnicy. Ale studenci są za to niepocieszeni, no woleliby, żeby on był sobą w tej ja się już przyzwyczaiłem do tego. Tak samo, jak robiłem materiał "Co Polacy robią w niedzielę rano?". Wydawczyni Dzień Dobry TVN chciała sobie zrobić nim otwarcie niedzielnego wydania. Już z daleka, z pół kilometra widzę, że idzie, śpiewa, delikatnie rzecz ujmując, nawalona dziewczyna (śmiech). Ale bardzo pozytywna i szczęśliwa. Młoda kobieta zapytana na samym wstępie o to, dlaczego nie śpi o tak wczesnej porze, odpowiedziała, że się bardzo dobrze bawiła. To była słynna Agata, która w internecie chyba przez tydzień była najchętniej oglądanym materiałem na scenariuszem, który pisze to wszystko, jest samo też było, kiedy pojawiłem się w centrum handlowym w centrum Warszawy i zapytałem ludzi, ile to dla nich jest dużo pieniędzy. I pani mówi, że dla niej dużo to by było półtora miliona i więcej, bo wtedy by mogła sobie odłożyć i fajnie pożyć. Zapytałem: "A 100 tysięcy?". "Nie, to trochę za mało" - stwierdziła. A potem zjechałem piętro niżej i spotkałem starszą panią. Przez Złote Tarasy przebiega trasa z Dworca Centralnego do Centrum i ona absolutnie nie przyszła tam po zakupy, tylko po prostu przechodziła. A jest biedną emerytką i mówi, że dla niej dużo to jest zł. Ja się pytam jej: "Co by pani sobie kupiła, jakby pani tyle miała?". Ona mówi, że trochę dobrej szyneczki, kawy i... lody na deser. To po prostu rozkleja człowieka na się, że płyną łzy?No tak. Był taki materiał, który miał być zrobiony dla jaj, o tym, że ekswodzianka, Dominika Zasiewska, sprzedaje pudełka po butach Louis Vuitton. Takie buty kosztują kilka tysięcy złotych, a ona sprzedaje pudełko załóżmy za 400 zł. Ja się pytam: "Po co ludzie to kupują?". Nie krytykuję jej, bo pomysł na zarobienie pieniędzy na idiotach to najlepszy pomysł świata. Ona mówi, że to jest do mirror selfie. "What the fuck is mirror selfie?!" - pytam. No to ona mi tłumaczy, że to jest takie selfie, że stajesz w garderobie, ustawiasz te pudełka za sobą i one niby niechcący pokazują się w lustrze, kiedy strzelasz sobie Dominika ZasiewskaAutor: TRICOLORSŹródło: East NewsAle po co?No po to, że ta pani pozoruje, że stać ją na te buty i dzięki temu uzyskuje więcej lajków. Mówię: "nieprawdopodobne!". I przemieszczaliśmy się z miejsca na miejsce do kolejnej setki, czyli do kolejnego nagrania, żeby ktoś tam skomentował i przejeżdżamy obok Hali Mirowskiej. Ja mówię do operatora: "a poczekaj, zatrzymaj się tu, wejdziemy sobie na chwilę". Wiedziałem, że przed wejściem do Hali Mirowskiej stoją stragany. Nie do końca tylko kojarzyłem, jakie. I rzeczywiście tak było. Stoją tam starsi ludzie, którzy nie mają na prąd, na leki, na czynsz. I wystawiają swoje rzeczy z domu, które gromadzili przez całe życie. I to jest jedyne, co im zostało - te rzeczy, które sprzedają. Podchodzę i się pytam: "co to jest?". Widzę przepiękny aparat, taki... retro. Ona mówi, że to jest pamiątka po mężu, który zmarł. Miała zachować to dla wnuka, ale musi mieć pieniądze, żeby zapłacić za czynsz, bo jej nie starczy pieniędzy, a jest połowa miesiąca. Musiała więc wynieść tę pamiątkę. Zastanawiam się, ile ten aparat może kosztować. "Ile to jest dużo?" - wracamy do tego pytania. Ona mówi, że 60 zł. Rozumiesz?Rozumiem. To jest jednej strony masz dziewczynę, która sprzedaje pudełka, bo ktoś chce sobie zrobić zdjęcie z pudełkiem za kilkaset złotych. A z drugiej strony, kilka ulic dalej pani sprzedaje pamiątkę po mężu za 60 zł, bo jej nie starczy do czynszu. Oczywiście zapłaciłem za ten aparat i poprosiłem o przekazanie go wnukowi…Nie uważasz, że to jest trochę chore, że ludzie w dzisiejszych czasach się zajmują takimi rzeczami, jak robienie selfie z pudełkami?Każdy ma swój świat. Nie ma jednego spójnego świata. Nie ma jednej spójnej Polski. Warszawa to nie jest Polska. Polska to też jest Hajnówka. A jak wyciągnąć wspólny mianownik z Warszawy i Hajnówki?Kim byś chciał być, gdybyś nie był dziennikarzem?Może pracowałbym w IKEI. Lubię urządzać wnętrza, lubię meble, lubię projektować. Zaprojektowałem sobie mieszkanie i uważam, że żaden projektant, ani architekt nie zaprojektowałby go tak, jak ja. Poza tym lubię skręcać chyba też lubisz. Napaliłeś się na pomysł postawienia zmienić mieszkanie, bo jest bardzo małe. A właściwie to ma jeden pokój i już trochę się tam nie mieścimy. W związku z tym wymyśliliśmy, że kupimy drugie mieszkanie w tej samej dzielnicy, bo nam się tu bardzo podoba i dobrze się nam tu mieszka. Ale niestety, ceny za metr kwadratowy były tak horrendalne, a ja jednak lubię wydawać pieniądze rozsądnie i z głową, że zaczęliśmy szukać kawałek dalej domku z działką. No i znalazł się niedaleko Wisły, po drugiej stronie osiedla, na którym mieszkamy. Zabrałem tam ojca. Ojciec w latach 80. Pracował w budowlance w Niemczech. Czyli z ojcemŹródło: East NewsZbudował pół Berlina Zachodniego (śmiech)?Dokładnie tak było, więc zna się na budowlance. On chodzi, chodzi i mówi: "Ładnie, ładnie. Ale czy ty byś nie wolał się zbudować u nas na działce pod Warszawą?". Ja mówię” "Nie no ojciec, gdzie ja będę się budował u was na działce?". Ale minął tydzień, zrobiłem tabelkę plusów i minusów, bo zawsze robię tabelkę plusów i minusów. I wyszło mi jednak więcej tych plusów za propozycją ojca. Dobra, dzwonię do ojca: "Pomyślałem i zgadzam się na twoją propozycję. Buduję się na twojej działce". Ojciec ma rekreacyjną działkę pod Warszawą. Piękna, trawka posadzona. Ojciec chodzi, kosi, drzewka pielęgnuje. Pomyślałem: "Co taki mały domeczek by tam komu przeszkadzał?". A on w tym momencie mówi: "Wiesz co, jednak się rozmyśliłem. Nie chcę, żeby mi ktoś chodził po łbie. To jest moja działka, ja się tam odstresowuję". Powiedziałem: "dzięki, kurde". A ja już tak mam, że jak się napalę na coś, to już nikt mnie nie zatrzyma. Jak mam pomysł, to muszę go zrealizować pięć minut później. I na szczęście dwie działki dalej była działka na sprzedaż. Teraz więc jesteśmy sąsiadami przez jeszcze jedną parcelę odległość (śmiech). Zanim wyszła książka "Chajzerów dwóch", wiedziałeś o tych wszystkich rzeczach, o których tata w niej opowiada?Nie. To jest najfajniejsze w tej książce, że my się nawzajem odkrywamy. Ta relacja ojciec-syn nie jest tak oczywista, łatwa i prosta jak relacja dziecko-mama: piosenki, wierszyki, akademie szkole itd. A z ojcem trzeba się tak troszeczkę dotrzeć. I ja też odkryłem tego człowieka trochę na nowo. Nie wiedziałem, że to jest taki freak (śmiech).Źródło: East News/Materiały prasowePatrzysz na świat, Polskę, z nadzieją czy z obawą?Patrzę z wielką nadzieją, a jak jeszcze uda mi się w tym roku zebrać jeszcze więcej pieniędzy dla Powstańców, to już nie mam pytań. Jesteśmy fajnym, uśmiechniętym, spontanicznym narodem, tylko za rzadko to zauważamy...Rozmawiała Ewa Koszowska, Wirtualna PolskaFilip Chajzer - _pracę dziennikarza zaczynał w "Super Expressie", "Życiu Warszawy" i "Newsweeku". Pracował w radiowej Trójce i Czwórce oraz Radiu Złote Przeboje. Był reporterem serwisu informacyjnego "Stolica" w TVN Warszawa. Od 2011 roku pracuje jako reporter w "Dzień Dobry TVN”" Prowadzi program "Mali Giganci" (TVN), był też gospodarzem "Jak to się stało?" (TVN Turbo). Nagrodzony Wiktorem w kategorii "Odkrycie Roku 2013". Doceniony przez jury MediaTorów statuetką w kategorii AkumulaTor. Obwołany osobowością roku 2014 przez czytelników magazynu "Plejada". Niedawno ukazała się książka autorstwa Filipa i jego ojca "Chajzerów dwóch (wyd. Prószyński i S-ka)". _ Tak jak piorun w moje studio, tak ja w eter uderzam. (Liroy) z mikrofonem w dłoni Ja się nie ścigam, więc nikt mnie nie dogoni. Taka ma zajawka, taki jestem jaaa Ponoć każdy to wie, ponoć każdy mnie zna (hahaha). Tak … ponoć każdy mnie zna … 0 4 1 znów odpala rakietę Odwiedza planetę – Polska, wchodzę na orbitę. powrót do forum osoby Liroy 2011-01-15 20:56:01 Liroy był jaki był lubił przeklinać dużo w swoich kawałkach ale miał też rap z przekazem taki jak był na albumie ‘’Dzień szakala Bafangoo albo ‘’Alboom’’ czy ‘’ L’’ tak miał dobre też teksty no cóż na albumie ‘’Besceller’’ może i trochę przesadził i pojechał po bandzie ale miał też coś do przekazania lubię jego kawałki no cóż było z nim różnie a to nawijał aby zle o kościele albo o tym że lubi sex i chce mu się bardzo Bara Bara albo że ma dwie ręce i dwie nogi i tak dalej ;).No cóż albo ten kawałek o Grabarzu też był dobry no ogólnie to nie taki zły raper mnie dobre miał teksty lubię go bo w końcu to jeden z twórców rapu w Polsce dzięki niemu możemy słuchać tej muzyki w działał jak was nie było jeszcze na świecie to już nagrywał swoje dema .Ten człowiek nagrał jeden z 1 legalnych albumów polskich jeszcze ludzie słuchali disco polo jakiegoś a on wydał Alboom to nikt nie wiedział jeszcze co to jest rap i hiphop i nie mogli znieść tych wulgaryzmów było przecież tak że go policja zdięła ze sceny podczas koncertu bo nie było to jeszcze takie modne jak teraz że każdy sobie nagrywa co chce i jak chce .Tak więc jedyny polski raper który jako pierwszy nawijał po angielsku jako Pm Cool Le no cóż jednak jak Liroy tak zapamiętam go .No cóż szkoda że odszedł ale już ma swój wiek ;(.A był taki młody jak nagrywał Scyzoryka z Wyp3 echhh przecież Borixon z nim jeździł po koncertach ,albo ten ostatni ich miał dobry talent no cóż trochę był zboczuch i miał świńskie te teksty niektóre ale umiał także nauczyć że także miał dobre dissy ja go nie oceniam że to jakiś karzeł bo jest mały ;(.Ma taki wzrost i już Napoleon Bonaparte był też mały a ilu rzeczy dokonał i jak wiele zrobił .Tak więc co do Liroya to gnojki go oceniaja po dissie antyliroy co to były jakieś zgrywy i zrobione dla żartów tylko przez Nagły Atak Spawacza i Peję a ludzie uważali to za prawdę jak spawacze mówili potem że to było tylko w celach zrobionych dla jajec .Tak więc może i tam Peja potem kontynuował dissowanie Liroya ale i tak ja tam słucham tego mnie nie ma żadnego dissu to była jakaś zabawa i nie ma co do tego wracać Liroy i tak będzie legendą rapu w Polsce no bo jeden z najlepszych .To nie można mówić że jakiś słabiak bo wiele zrobił dla hiphopu w Polsce . Kinematograf Dokładnie Liroy do legenda polskiego rapu Kinematograf to jest prawdziwy raper a nie przykładowo MEZO Kiedy Ja Mówię Lyrics von Liroy mit Video: Tak, Liroy, 2001, stary Bestseller, uh, Kielce! / Kiedy ja mówię: "Li-" / Wy mówicie: "-roy"
"Ludzie myślą: wariaci, poświęciła się, zmusił ją, pewnie ma dużo kasy" 29 wrz 21 12:30 Ten tekst przeczytasz w 14 minut - Na 18. urodziny dostałem od kuzyna kufel do piwa o kobiecych kształtach. Do środka wcisnął prezerwatywy. Moja babcia niedosłyszy, więc mówi dość głośno i nie dość daleko odciągnęła mojego kuzyna, bo usłyszałem: "Zwariowałeś, przecież jemu się to nigdy nie przyda, zabierz to!" - opowiada Łukasz Krasoń. Foto: Fundacja AVALON Łukasz Krasoń z żoną W liceum wszyscy wiedzieli, kim jest po tym, gdy na religii poprowadził lekcję o masturbacji, antykoncepcji i w ogóle o seksie - Nieraz dostałem wycisk. Zima, pełno śniegu. "Wojna na śnieżki" - pada. Jak im się wojna znudziła, to ja stawałem się tarczą, w którą trafiali. Mi się to nie podobało, ale nie mogłem ruszyć rękami i odjechać Gdy miał 21 lat, Łukasz powiedział swojemu ojcu: "Tato, zobaczysz, ja kiedyś się wyprowadzę i zacznę samodzielne życie". Tata się uśmiechnął z pobłażaniem, kryjąc za tym niedowierzanie Marzyłeś o tym, by zostać ojcem? - Trudno mi powiedzieć, że tak, na pewno. Na pewno chciałem, ale czy w to wierzyłem? Nie do końca - mówi Łukasz Ludzie, jak nas widzą, myślą: to wariaci, poświęciła się, zmusił ją, pewnie ma dużo kasy, jaki nieodpowiedzialny - nie dość, że na wózku, to jeszcze dziecko, może też będzie chore. Ale to nasze życie, nasze obawy, my z nimi musimy się mierzyć Więcej znajdziesz na stronie głównej Onetu 1. - Nie pisz, że jestem niepełnosprawny, bo od razu ludzie wkładają mnie w jakąś szufladkę. Napisz: Łukasz Krasoń - mąż, ojciec, mówca motywacyjny i społecznik. Cała reszta niech przyjdzie później. To jak to było z tymi prezerwatywami? - Nie chodziłem na dyskoteki, nie poznawałem dziewczyn, mój brat się jedynie wymykał wieczorami, kiedy miał ku temu okazję. Ale w pierwszej klasie liceum na religii katechetka, mając jeszcze trochę czasu, spytała, o czym byśmy chcieli porozmawiać na kolejnym lekcjach. Byłem w klasie o profilu informatycznym, więc same chłopaki dookoła. Padło: "o seksie!". "O nie, nie, o seksie to nie". No więc ja, z ostatniej ławki się odzywam i mówię: "Jak pani nie chce, to ja poprowadzę taką lekcję". Zgodziła się. 2. Liceum było oddalone od Łukasza rodzinnej miejscowości o ok. 30 km. Rodzice codziennie go wozili i odbierali. - Byłem przerażony. Podstawówka, gimnazjum to wiesz - znane śmieci, wszyscy wszystko o sobie wiedzą, nikt niczemu się nie dziwi. Aż tu nagle, oczywiście sam wpadłem na taki pomysł, szkoła z tysiącem uczniów. Bez windy. Nauczyciele nieźle musieli się nagimnastykować, żeby moja klasa miała lekcje tylko na parterze, co nie zawsze się udawało, czasami koledzy wnosili mnie po schodach. Pierwszego dnia strach w moich oczach zobaczyła wychowawczyni. "Łukasz, boisz się? Ja też się boję, ale wierzę w ciebie" - powiedziała. Byłem trochę w szoku, bo co to znaczyło, że we mnie wierzy? Nie znała mnie wcale. "Zobaczysz, znajdziesz sposób, żeby pokazać swój potencjał". Pomyślałem: "wariatka", no ale przecież wychowawczyni tego nie mogłem powiedzieć. Polecamy: Wojtek Sawicki oświadczył się partnerce. Razem normalizują niepełnosprawność Okazja na pokazanie potencjału nadeszła jednak dość szybko. Kolejna lekcja religii. - Od razu usiadłem za biurkiem, katechetkę posadziłem w ostatniej ławce. Sprawdziłem obecność, odpytałem jednego kolegę, któremu wcześniej dałem pytania i odpowiedzi. Dostał ode mnie piątkę. A katechetka? - Spytała, czy bym jeszcze kilku innych lekcji nie poprowadził, bo ma kilka drażliwych tematów. "A podzieli się pani wypłatą?". Nie zgodziła się, więc dealu nie ubiliśmy. Po kilku godzinach szkoła huczała. Wszyscy wiedzieli, kim jest Łukasz Krasoń. Łukasz Krasoń z żoną i synem 3. Łukasz Krasoń cierpi na dystrofię mięśniową. Pierwsze objawy zaniku mięśni pojawiły się, gdy miał cztery lata. Nie pamięta czasów, gdy chodził. - Miałem siedem lat, kiedy usiadłem na wózku, ale moja głowa zupełnie wyrzuciła wspomnienia sprzed tych czasów. Chyba dobrze się stało, nie wiem, co straciłem i za tym nie tęsknię. Nie wiem, jak to jest biegać, chodzić. Jedyne, co pamiętam, to jak spadłem z roweru i ze schodów, ale to dlatego, że jak patrzę w lustro, to mam lekko przesuniętą przegrodę nosową. 4. - Ale patrzyłeś na kolegów, którzy grają w piłkę, co myślałeś: kurde, ja tak nigdy nie będę mógł? - Widziałem plakaty gwiazd sportu i wiedziałem, że tą drogą to ja raczej nie pójdę. Miałem jakieś 12 lat. I chyba wtedy po raz pierwszy dotarło do mnie, że dojść do celu można na różne sposoby, liczy się efekt i emocje na końcu, a nie jedna określona ścieżka, która do finału prowadzi. Zobacz też: Uczestnik "Top Model" nosi protezy nóg. Nie tylko on normalizuje niepełnosprawność Moi koledzy chodzili po lekcjach grać w piłkę i ja zostałem ich trenerem. Mieliśmy małą osiedlową drużynę, graliśmy w lokalnych rozgrywkach, najczęściej dostawaliśmy baty, bo inni byli lepsi od nas, ale na końcu zawsze byliśmy razem. - I chcieli cię na trenera? - To wyszło naturalnie, na wuefach zawsze przy linii boiska do nich krzyczałem, gdzie mają podać, że spalony, więc sami mi to zaproponowali. Nie chcieli mnie odtrącać. 5. Osoby z niepełnosprawnością w tym momencie mogą uśmiechnąć się ironicznie pod nosem. Nikogo to nie zdziwi. Bo to brzmi jak złoty sen dziecka, któremu świat i rówieśnicy sprzyjali. No nie. - Nieraz dostałem wycisk. Zima, pełno śniegu. "Wojna na śnieżki" - pada. Jak im się wojna znudziła, to ja stawałem się tarczą, w którą trafiali. Mi się to nie podobało, ale nie mogłem ruszyć rękami i odjechać. Wiedzieli też, że mam lęk wysokości, więc często prowadzili mój wózek specjalnie przy schodach. Nierzadko zostawałem sam na korytarzu podczas przerw. Gdy była ładna pogoda, wszyscy wybiegali na dwór i nikt nie zwracał na mnie uwagi. Nie mam oczywiście do nich pretensji o te sytuacje, bo one były rzadkością, no i czegoś mnie też nauczyły. Dyskryminacji doświadczyłem po raz pierwszy na początku swojej edukacji. Pamiętam argumenty dyrektora placówki, który próbował przekonać moich rodziców do nauczania indywidualnego. Chciał uniknąć niepotrzebnych problemów. Na całe szczęście moi rodzice nie ulegli i podstawówkę, a później gimnazjum skończyłem bez większych problemów. 6. Łukasz przyznaje, że boleśnie odczuł swoją niepełnosprawność wtedy, gdy zaczął dojrzewać. Od świata rówieśników dzieliło go 13 schodów w domu rodzinnym. To było szablonowe życie nastolatka z niepełnosprawnością. Zamknięty w czterech ścianach. - Patrzyłem na brata, który wychodził na imprezy i w mojej głowie się zapadłem. Winiłem Boga i cały świat za to, co mi się stało, że ja tego nie chcę. "Gorzej być nie może" - krzyczałem do rodziców. Zawsze jednak można liczyć na chichot losu. Łukasz jechał wózkiem elektrycznym, zamyślił się i nie zauważył krawężnika. - Grzmotnąłem w niego, a że nie byłem przypięty pasami, wypadłem i naciągnąłem sobie ścięgna w nogach. Ból tak duży, że przez trzy tygodnie nie spałem, leki nie pomagały. Leżałem zapłakany, patrząc w sufit i licząc sekundy, które mi uciekają. "Gorzej być nie może? Coś ty durniu mówił". Do tego liceum nie poszedł żaden z moich kolegów, rodzice nie mogli być w pięć minut w szkole, gdyby coś się wydarzyło. Ale wrzucony na głęboką wodę najwięcej się uczę. Z tego liceum wyszedłem jako zupełnie inny człowiek, znający swoją wartość i wiedzący, że mam moc sprawczą. Przeczytaj także: Sukces 19-letniej Polki. Pokazuje, jak przełamać własne bariery Był jakiś przełom? - Nie, to proces, tylko ty, kładąc się spać, wiesz, że wydarzyło się coś ważnego, nie ma przy tym żadnych jupiterów, fajerwerków. 7. W liceum ogłoszono duży konkurs organizowany przez konsulat brytyjski w Warszawie dotyczący dyskryminacji. Trzeba było napisać artykuł. - "Pani profesor, proszę mi powiedzieć, co jest do wygrania?". Nie chciało mi się słuchać tych wszystkich wytycznych. Nagrodą okazał się trzytygodniowy wyjazd do Londynu na kurs języka angielskiego. "Spoko, jutro pani przyniosę pracę, wygram to". - A ona? - Śmiała się. Fragment pracy Łukasza (II klasa liceum). "Jak powszechnie wiadomo, nieszczęścia lubią chodzić parami, nie inaczej jest w moim przypadku. Od 10 lat cierpię na dystrofię mięśniową i jestem skazany na wózek inwalidzki, dodatkowo codziennie jestem narażony na, kto wie, czy nie jeszcze gorszą sytuację – na przenikliwe spojrzenia ludzi wokoło. Tak naprawdę jest zupełnie inaczej: im bardziej ktoś chce udawać, tym bardziej sprawia mi ból. Moim zdaniem, właśnie wzrok obcych, kompletnie nierozumiejących mojej sytuacji ludzi jest największym wzniesieniem na mojej całej drodze życia. Zastanawiam się, czy to są pierwsze oznaki dyskryminacji. Moim zdaniem, zdecydowanie tak. (...) Życie przyniosło mi sporo rozczarowań, ale dwa z nich utrwaliły się w mojej pamięci wyjątkowo nieprzyjemnie. W ubiegłe wakacje postanowiłem znaleźć sobie jakąś przyjemną pracę w domu (wiadomo pieniędzy nigdy za dużo). Znalazłem w końcu propozycję przepisywania baz danych. Ponieważ uczęszczam do klasy licealnej o profilu informatycznym, wiedziałem, że sobie poradzę. W kilka sekund straciłem cały zapał i zrozumiałem, że "człowiek" a "człowiek" – to dwa różne słowa. Polecamy: Życie z niepełnosprawnością. "Poklepują, dotykają, mówią jak do dziecka" (...) ​ Moim zdaniem, każdy powinien oceniać drugiego tylko wtedy, gdy spróbuje postawić się w jego sytuacji. Moja choroba wiele zmieniła w życiu całej rodziny, można nawet stwierdzić, że rodzina Krasoniów sprzed 1993 r. jest całkiem odmieniona od tej obecnej. Ciągłe wyrzeczenia, masa dodatkowych obowiązków przyniosły, mimo wszystko, pozytywny efekt: jeszcze bardziej zbliżyliśmy się do siebie. Jeśli ktoś mnie skreśla, bo jestem inny, gorszy od niego, bo poruszam się na wózku, to nie dojrzał, żeby mieć zdrowe nogi czy ręce. Niech każdy pomyśli: jeśli ja jestem odmienny od wszystkich, to czy wszyscy są odmienni ode mnie? Czy to jest powód, abym ich dyskryminował?". 8. Po kilku tygodniach od wysłania pracy na lekcje wpadła nasza wychowawczyni. Zaczęła mnie całować, miała mocno czerwoną szminkę i całego mnie nią wysmarowała. "Łukasz wygrałeś!", a ja się pytam: "Co?". "No konkurs o dyskryminacji". Do Londynu Łukasz pojechał z mamą i z kolegą, bo jego stan zdrowia nie pozwalał na samodzielny wyjazd. - To były super trzy tygodnie. Wtedy już wiedziałem, że chcę iść na studia. Jak miałem 18 lat, założyłem sobie konto bankowe, odkładałem pieniądze, robiłem jakieś małe zlecenia dla firm w zakresie programowania, tworzenia stron. 9. Polsko-Japońska Wyższa Szkoła Technik Komputerowych. - Wybrałem specjalizację: multimedia. To była jedna z nielicznych uczelni, która prowadziła hybrydowy system nauczania. Uczyłem się zdalnie. Dojeżdżałem jedynie na egzaminy i tygodniowe laboratoria raz w roku. Czesne wtedy było najwyższe w kraju, ale dzięki wsparciu PEFRON-u mogłem tam studiować. Ostatecznie studiów tych nie skończyłem, na ostatnim roku uznałem, że informatyka to nie jest to, co mnie kręci. - To co cię kręciło? - Chciałem zostać mówcą motywacyjnym. - Zobaczyłeś w internecie Vujcica i stwierdziłeś: idę w to? - Nie. W Barcelonie byłem na wykładzie gościa, który trafił do mnie, a raczej trafił we mnie każdym swoim słowem. Po 20 minutach słuchania obcego mi człowieka, który nie wiedział, jak wygląda moje życia, a jego problemy były dla mnie totalną abstrakcją, pojawiły się we mnie takie emocje, jakich wcześniej nie doświadczyłem. Momentalnie poskładały mi się kropki, wszystko to, co mówili znajomi, że im pomogłem, że moja historia może być inspirująca. - Ten mówca był niepełnosprawny? - Nie, to był autor książki "Umysł milionera". Po tym wykładzie w mojej głowie rozbłysła myśl (wiem, że niektórzy pomyślą, że mrzonka), ale ja wtedy zrozumiałem, że moja niepełnosprawność jest po coś. 10. Gdy miał 21 lat, Łukasz powiedział swojemu ojcu: "Tato, zobaczysz, ja kiedyś się wyprowadzę i zacznę samodzielne życie". Tata się uśmiechnął z pobłażaniem, kryjąc za tym niedowierzanie, a Łukasz rok później zamieszkał w Barcelonie. - Rodzicom powiedziałem, że jadę na wycieczkę ze znajomymi. Zatrudniłem sobie opiekunkę, ona wróciła, my zostaliśmy. Rodzice, gdy chcieli po mnie wyjechać na lotnisko, dostali e-maila: "Mamo, tato, zostaję, zaczynam nowe życie. Nie martwcie się, wiem, co robię". "Nie każdy rodzic żyje tylko chorobą dziecka. Jest jeszcze życie do przeżycia" - Mama zawał? - Najpierw dostałem od niej SMS-a po tym, jak nie odbierałem telefonu, wiedząc, co się święci: "Myślisz, że cię ojciec tam nie znajdzie? Już po ciebie jedzie!", odpisałem, że zadzwonię jutro. Miesiąc się do mnie nie odzywała, z czego dwa tygodnie przepłakała. Tata napisał: "Łukasz, czy ty wiesz, co robisz?", odpisałem, że wiem, na co on, że spróbuje jakoś matkę udobruchać. W tym miejscu chciałem wydać taki apel do osób z niepełnosprawnościami i do ich rodziców: "Szykujcie się!". To nie był spontan. Przygotowałem się na ten moment, byłem freelancerem, zarabiałem pieniądze, miałem kontakt z moimi klientami także z zagranicy. Wszystko zaplanowałem, byłem gotowy. Moim marzeniem było być samodzielnym, więc pytałem siebie, co musi się wydarzyć, by samodzielnym być. Przygotowałem listę rzeczy, które musiałem ogarnąć, by w momencie, kiedy dojdzie do zbiegu zdarzeń, do którego cię życie prowadzi, być gotowym. I powtarzam to osobom z niepełnosprawnością: bądźcie przygotowani. 11. Po roku Łukasz wrócił z Barcelony, wiedząc już, co chce w życiu robić. - Trudno było zostać mówcą w języku hiszpańskim, niezbyt dobrze go znałem. Zacząłem w Polsce realizować projekty, jeździć po kraju, opowiadać ludziom swoją historię. Pojawiałem się w telewizji i radiu. Przeczytaj także: Monika Kuszyńska o ciąży mimo niepełnosprawności. "Zupełnie inaczej odczuwałam bóle" - Ale co robiłeś? Pisałeś: "Cześć, jestem chłopakiem z niepełnosprawnością...". - I popełniasz klasyczny błąd. To tak jakbyś poszła z chłopakiem na pierwszą randkę, siadacie w restauracji, a ty mu otwierasz buzię i mówisz: "Patrz, nie mam tutaj piątki, tej prawej u góry". Co mnie obchodzi, że ty nie masz nogi, jeździsz na wózku, czy masz inną niepełnosprawność? Chcesz zbudować pierwsze wrażenie, to mów o tym, co możecie wspólnie zrobić, czym się fascynujesz, co już osiągnąłeś. 12. - Marzyłeś o tym, by zostać ojcem? - Trudno mi powiedzieć, że tak, że na pewno. Na pewno chciałem, ale czy w to wierzyłem? Nie do końca. Rozstałem się z dziewczyną, z którą wyjechałem do Barcelony. Tamten związek wpędził mnie w kilka kompleksów. Było mi ciężko. Ale to Danusia - moja obecna żona - wyciągnęła ze mnie wojownika. Danusia była moją opiekunką, potrzebowałem kogoś, kto się mną zajmie, żebym mógł mieszkać nadal w Warszawie. Uczucie rodziło się między nami powoli. - Rozmawialiście o dzieciach? - Lekarze mówili Danusi, że nie zajdzie w ciążę z powodów zdrowotnych. No a ja? Gdzie ja i dzieci? Mieliśmy lecieć do Tajlandii na miesiąc. Tydzień przed wylotem okazało się, że Danusia jest w ciąży. Byłem w trakcie badań genetycznych, które ostatecznie wykazały, że jeśli zdecydowalibyśmy się na dziecko, ono będzie zdrowe. Mieliśmy dość dużo wątpliwości, czy lecieć na te wakacje. Ale co tam, Tajlandia nas zachwyciła. - Bałeś się? - Bałem, ale czułem, że damy sobie radę. Było trudno, bo finansowo staliśmy bardzo źle, mam świadomość, że wielu rzeczy nie dowiozłem. Moja branża jest nieprzewidywalna, raz mogę mieć masę spotkań, masę zleceń, a innym razem cisza. 13. - Jakie ograniczenia powoduje dzisiaj twoja niepełnosprawność? - Te ograniczenia są totalne. Nie jestem w stanie obrócić się z boku na plecy. Jeśli nie jestem przypięty pasem, nie jestem w stanie stabilnie siedzieć. Jeżeli mogę coś zrobić jeszcze samodzielnie, to w momencie, kiedy leżę, albo stabilnie siedzę, mogę obsługiwać telefon i laptopa. Wszystko inne wymaga pomocy. W czasie pandemii nie mam stałego asystenta. Niestety państwo polskie nie zapewnia kogoś takiego, a że finanse są, jakie są, to musimy sobie jakoś radzić inaczej. Po narodzinach Adasia zmieniły się moje motywacje. Zrozumiałem, że zmiana systemu jest ważna. Nie możemy być zdani tylko na cudownych ludzi, których spotykamy na swojej drodze. Wjedziesz na wózku do restauracji czy do kosmetyczki i ludzie będą na ciebie patrzeć jak na dziwoląga. Będziesz chciał pojechać do innego miasta, a pociąg czy autobus okażą się nieprzystosowane. To jest historia o nas wszystkich. Foto: Fundacja AVALON Łukasz Krasoń podczas konferencji Fundacji AVALON Jak patrzą ludzie na osobę z niepełnosprawnością, która ma żonę, która ma dziecko? W ilu głowach pojawiło się to pytanie: "jak ktoś z tak głęboką niepełnosprawnością może uprawiać seks, może zostać ojcem?". - Ja sam sobie takie pytania zadaję. Ale niemożliwe jest do czasu, kiedy postanowimy inaczej. Jak ludzie na to reagują? Różnie? Po tylu latach w sumie przestałem się tym przejmować. Bardziej martwię się, patrząc w lustro, że łysieję i muszę obciąć włosy, żeby to ukryć i nie patrzeć na te pięć włosów sterczących na czubku głowy (śmiech). Najczęściej osoby z wyższym PESEL-em mówią: "jaki biedny chłopczyk, jaki krzyż niesie". Niby to ma być sympatycznie, niby z troską, ale przynosi odwrotny efekt. Młodsi mają większą swobodę. Ale to nasze życie, nasze obawy, my z nimi musimy się mierzyć. Być czujni, czy obowiązki są jeszcze na tyle małe, żeby nie rozsadzić naszej rodziny od środka, czy może potrzebujemy wsparcia. To, czy ludzie myślą, że jesteśmy wariatami, nie ma dla mnie żadnego znaczenia. A co do seksu? Strasznie się cieszę, że Fundacja Avalon organizuje konferencję Sekson (w tym roku 2-3 października - przypis red.). Bo o niepełnosprawności w przestrzeni publicznej mówi się coraz więcej, ale seksualność osób z niepełnosprawnościami to temat tabu, w dodatku przykryty pięcioma pierzynami. Pytanie, jak on to robi, spuentuje tak, jak kiedyś zrobiła to moja żona: "usiadłam na niego i już". I tyle. Przecież seks nie jest skomplikowany. Chcesz zabrać głos w dyskusji o niepełnosprawności, opowiedzieć swoją historię, napisz: @ *** Organizowana przez Fundację Avalon Konferencja Sekson to najprawdopodobniej jedyne realizowane na taką skalę spotkanie reprezentantów środowisk OzN, seksuologów, ginekologów, fizjoterapeutów, psychologów, organizacji pozarządowych oraz instytucji pomocowych, poświęcone seksualności i rodzicielstwu osób z niepełnosprawnością ruchową. Tegoroczna edycja odbędzie się w dniach 2-3 października 2021 r., w warszawskim Centrum Kreatywności Targowa. Wydarzenie jest dostępne dla wszystkich i całkowicie bezpłatne. Limit miejsc na konferencję w trybie stacjonarnym został już wyczerpany, ale można wziąć w niej udział online za pośrednictwem oficjalnej strony projektu Sekson na Facebooku, na kanale YouTube Fundacji Avalon lub na stronie . Na uczestników tegorocznej konferencji czekają dwa dni inspirujących spotkań, prelekcji ekspertów, warsztatów pełnych wartościowej wiedzy, nie zabraknie również przestrzeni do dyskusji, rozmów i wymiany doświadczeń. Pierwszy dzień konferencji poświęcony będzie w całości seksualności OzN, drugi - rodzicielstwu. Szczegółowy program III Konferencji Sekson - o seksualności i rodzicielstwie osób z niepełnosprawnością ruchową dostępny jest na stronie Foto: Fundacja AVALON Baner Data utworzenia: 29 września 2021 12:30 To również Cię zainteresuje
Jak u wilka nasza krew jest zimna Ginie z mojej ręki kolejna niewinna osoba Taki pech albo taka karma Sprzedasz komuś kosę - dla mnie to normalka Ja tak żyję, piję, takie mam klimaty Kiedy ja zarabiam ty szacujesz straty stary Nie unikniesz kary, o nie!, jaki jestem ja każdy to wie kto mnie widział w akcji Ja korzystam z sutuacji jak nikt Nie przeraź się, kiedy zobaczysz tego stwora w lesie Data utworzenia: 23 lipca 2022, 9:30. Na początku ukazuje się główka, a dopiero później przednia część tułowia. Potem błyskawicznie nabierają barw i równie szybko "rosną" im skrzydła. Niezwykły spektakl przyrodniczy uwieczniło Nadleśnictwo Trzebielino (woj. pomorskie). "Narodziny potwora?! Nieeee, to tylko ważka" – napisali leśnicy. Niezwykły spektakl przyrodniczy uwieczniło Nadleśnictwo Trzebielino. Foto: Nadleśnictwo Trzebielino, Lasy Państwowe / Facebook Opowiedzieli również o tym, jak ważka wchodzi w dorosłość. "Gdy przychodzi odpowiednia pora, nimfa, czyli wyrośnięta larwa, wspina się na wystającą nad powierzchnię wody roślinę, by tam kurcząc swoje mięśnie rozerwać powłokę zwaną oskórkiem. Następnie owad pomału wydostaje się na zewnątrz, aby udać się w swój pierwszy lot" – opisują. Bardzo ciekawym zjawiskiem jest nabieranie przez ważkę kolorów. Dzieje się to naprawdę szybko. Prawdziwe głodomorki W Polsce występuje około 80 gatunków ważek. Larwa ważki żyje na dnie stojącej wody, a dorosłe owady żyją już na lądzie. I są drapieżnikami. Na szczęście ze swoim niewielkim około pięciocentymetrowym rozmiarem nie jest groźna dla człowieka. Zobacz także I choć żyją bardzo krótko – w zależności od gatunku – od 1 tygodnia do 2 miesięcy. To rozwój larwy w wodzie trwa już od 1 roku do nawet 5 lat. Poza tym niektóre ważki to prawdziwe głodomorki. Potrafią zjeść nawet 40 much w ciągu dwóch godzin! Święto ważki Dobrym momentem na zapoznanie się bliżej z tymi drapieżnikami jest Ogólnopolski Dzień Ważki organizowany w Puławach. – Te owady są przede wszystkim bardzo inteligentne” – wyjaśnia Ewa Rauner-Bułczyńska, organizatorka wydarzenia. Podobne wydarzenie jest organizowane też od trzech lat w Indiach, w New Delhi oraz sąsiednich. Zobacz także: Które zwierzę rodzi się z otwartymi oczami? Nowy wakacyjny QUIZ. 5/10 to już dobry wynik "Może chuligani, ale jacy przystojni". Jelenie poczuły się na terenie gospodarstwa jak u siebie [WIDEO] Bestialstwo! Znaleziono 30 martwych żółwi. Część z nich dźgnięto nożem w szyję /2 Nadleśnictwo Trzebielino, Lasy Państwowe / Facebook Na świecie znanych jest około 6 tys. gatunków ważek i występują na wszystkich kontynentach, z wyjątkiem Antarktydy. /2 - / 123RF W Europie około 130 gatunków, a w Polsce około 80. Masz ciekawy temat? Napisz do nas list! Chcesz, żebyśmy opisali Twoją historię albo zajęli się jakimś problemem? Masz ciekawy temat? Napisz do nas! Listy od czytelników już wielokrotnie nas zainspirowały, a na ich podstawie powstały liczne teksty. Wiele listów publikujemy w całości. Wszystkie historie znajdziecie tutaj. Napisz list do redakcji: List do redakcji Podziel się tym artykułem:
  1. Оհоጢ ихεፎθ анኀծևፅеւոጲ
  2. Ո ιч
    1. А ጇጀφ
    2. ጎժሟ տуηиρоλ

Tak jak piorun w moje studio, tak ja w eter uderzam. (Liroy) z mikrofonem w dłoni Ja się nie ścigam, więc nikt mnie nie dogoni. Taka ma zajawka, taki jestem jaaa Ponoć każdy to wie, ponoć każdy mnie zna (hahaha). Tak ponoć każdy mnie zna 0 4 1 znów odpala rakietę Odwiedza planetę - Polska, wchodzę na orbitę. Reprezentuje

"Nie żyję tak jak chcę". wtorek 10:26:00Nie żyję tak jak chcę,Ale jeżeli któraś pozwoli mi,Jeżeli któraś pomoże miTo wówczas będę żyć tak jak oddam wszystko,By druga połówka była przy mnie niej jestem niczym,Bez niej nie żyję, lecz się poranne Różnorakie znaki zapytania,Jednak samotność to okrutna próba,A ja tylko przy Miłości żyć jestem lepszy gość,Tylko by jakaś to zauważyłaPokochała mnie serce,Przyjęła me serce i mą pojaw sięI z letargu wybudź mnie,Bądź mi kołem zamachowym,Bądź mym silnikiem i dalej to już na kolanach,Z brylantem w żyję tak jak chcę,Ale wierzę, że jeszcze tak żyć będę.

(Kielce) My robimy to tak (Wersja Road) Lyrics: Aha, WYP3, 2005, stara szkoła wraca / L.I.R.O.Y., W.Y.P. 3 / Po dziesięciu latach znowu cię rozpieprzy / Kielecki hip-hop tak jak Projekt Hamas

Home InnePozostałe zapytał(a) o 16:18 Jak się nie irytować tym, że jak ja chcę mieć pieniądze, to muszę iść do pracy, gdy ktoś inny żyje z milionami w portfelu, mimo że nie pracuje? Nie chodzi o to, że nie jestem bogaty, bo nie potrzebuję bogactwa, żeby być szczęśliwym, ale to niesprawiedliwe, że jak ja nie będę pracować, to trafię na ulicę. Tymczasem ktoś inny se żyje nie pracując i do tego żyje w dobrych warunkach. Odpowiedzi Bo życie w naszym społeczeństwie opiera się na pieniądzu. Ten, kto najbogatszy, ten najbardziej wpływowy. A potem ich rodzina, ich znajomi nie muszą robić kompletnie nic, a pieniądze są. Tak to już jest na świecie. Jeśli chcesz to zmienić, wykształcaj się, nabieraj doświadczenie, spryt i próbuj nagito. odpowiedział(a) o 16:24: to i tak nic nie da bo żeby zdobyć taeki wysokei doświadzcznie tzreba mije głowe di nauki kótrej nie mam Uważasz, że znasz lepszą odpowiedź? lub
nawet nie wiem od czego zaczac. czuje sie gorsza i jestem dziwnie zamknieta na innych.chcialabym byc z charakteru inna osoba niz jestem.nie potrafie rozmawiac z moim instruktorem od nauki jazdy, a

Rosyjski pocisk trafił w pięciopiętrowy blok, w którym przebywała kobieta, ok. w nocy z niedzieli na poniedziałek. Podczas ataku 74-latka była w sypialni. "Mieszkam na pierwszym piętrze, zawaliło, zasypało mnie (pyłem) w łóżku, poszłam do łazienki, żeby się umyć, nawet nie wiedziałam, co się dzieje. Poszłam do łazienki, tam się na mnie zwaliło, stamtąd mnie wydostawali. W łazience był plastikowy sufit i rzucałam kawałki tego plastiku i krzyczałam: żyję, żyję! Weszli do klatki, wyważyli drzwi, wydostali mnie. Jestem w czepku urodzona" - opowiada starsza kobieta, cytowana przez portal Suspilne. Służby ratunkowe poinformowały, że akcja trwała 15 minut. Pani Wałentyna odmówiła hospitalizacji, pomocy udzielono jej na miejscu. Źródło: PAP,

Mówią o nim "ojciec chrzestny polskiego rapu" lub "grandpapa rapa". Autor legendarnego "Alboomu", producent muzyczny, biznesmen, ojciec czwórki dzieci, a ostatnio także działacz ruchu Kukiz '15. Liczba wyświetleń: 780Warto wrócić do filmu animowanego z 2008 roku pt. „Wall-E”. Jest to opowieść o ludziach, którzy opuścili Ziemię w 2110 roku, aby w kosmosie przeczekać do czasu, nim środowisko przyrodnicze planety zregeneruje się. Dryfują na wielkim statku już 700 lat, kolejne pokolenia nic nie wiedzą o miejscu swojego pochodzenia, nie mają też pojęcia o swoim codziennym otoczeniu, gdyż oczy mają przysłonięte monitorami, a wszystkie ich zachcianki spełniane są kieruje kapitan. Teoretycznie, bo już dawno kontrolę nad lotem sprawują myślące do kapitana dociera informacja, że na Ziemi odradza się życie, w pierwszym odruchu odrzuca myśl o możliwości powrotu. Zmiana dotychczasowego wygodnego trybu życia niesie ze sobą ogromne kluczowym momencie – i jest to cytat, dla którego piszę ten tekst – maszyna stawia opór, mówiąc o środowisku Ziemi: „Tam się nie da przeżyć”, na co kapitan wykrzykuje: „Ja nie chcę przeżyć, ja chcę żyć!”Znamienne to słowa w świecie, który na piedestale postawił ludzkie życie w jego aspekcie ilościowym, a nie jakościowym. Oczywiście to także nie jest prawda, tylko bardzo skuteczny uznamy, że dane ze strony „Worldmeter” są prawdziwe, to jakoś niewiele osób martwi, że codziennie 30 tys. ludzi umiera z głodu, że tysiące kobiet umierają przy porodzie, że grypa zabija co roku kilkaset tysięcy ludzi. I słusznie. Bo dlaczego miałoby to kogoś martwić? Śmierć jest naturalną koleją rzeczy, jest częścią życia i po każdego kiedyś przyjdzie „zegarmistrz światła”. Ale media robią ze śmierci demona, ukrywając za tymi marionetkowymi straszydłami prawdziwego potwora – strach, który czyni z naszego życia które media za to otrzymują od kreatorów masowej wyobraźni, mogą w jakiś pokrętny sposób tłumaczyć ich sposób działania. Może ktoś nawet uznać, że strach, który paraliżuje oddech, obniża odporność organizmu, niszczy zdrowie i wolę człowieka, jest dobrym sposobem na utrzymanie społeczeństwa w ryzach. Może tak stwierdzić ktoś, kto ma duszę kata lub mnie natomiast, że ludzie wciąż dają się zastraszyć tym kreaturom, że są w stanie odłożyć swoje życie na później, na kiedyś, przeczekać, schować się w dziupli, żeby jakoś ktoś nam powiedział, że chwilowo, że procedury, że tymczasem, że wszyscy musimy, że odpowiedzialność…Zatrzymam się na odpowiedzialności. Odwoływanie się do naszej odpowiedzialności jest zabiegiem socjotechnicznym stosowanym od najwcześniejszego dzieciństwa, więc praktycznie nierozpoznawalnym. Człowiek odpowiedzialny, to ktoś, kto samodzielnie podejmuje decyzje, ponieważ za nie odpowiada. To ktoś, kto sam kieruje swoim życiem. Nas nauczono, że odpowiedzialność to posłuszeństwo wobec norm i autorytetów oraz ponoszenie kar za swoje zachowanie. W takim kontekście słowo „odpowiedzialność” przykrywa zespół cech raczej sprawa związana z odpowiedzialnością cuchnie jeszcze mocniej. Chodzi o odpowiedzialność zbiorową. Politycy wszystkich czasów bardzo chętnie odwołują się do niej. Mówią: musisz się bić za swój kraj. Mówią: skoro inni wykorzystują las do niecnych celów, to nikomu nie wolno z niego korzystać. Mówią: zostań w domu, bo jesteś odpowiedzialny za innych…Jak to? Jestem odpowiedzialna za tych, których spotkam w sklepie? Ale przecież oni też są w sklepie. Ach, więc za tych, którzy nie są w sklepie, bo się boją? Ale skoro ich tam nie ma, to co im mogę zrobić? To może wszyscy poczekamy, aż już na ziemi nie będzie żadnych chorób i nikt nie będzie umierał? I wtedy zaczniemy żyć naprawdę. Może już za jakieś 100 współczesny w ogóle nie żyje. Zawsze na coś czeka: na koniec pracy, weekend, wakacje, urlop, emeryturę. Jakość życia ludzkiego w ogóle przestała odgrywać znaczenie. Nie mówię tu o poziomie materialnym, bo on jest tylko luźno powiązany z tą jakością. Mówię o życiu satysfakcjonującym, w którym każda chwila jest ważna, człowiek nie boi się myśleć, mówić i działać, rozwija się, korzysta z uroków natury i cywilizacji. Mówię o życiu, w którym człowiek samodzielnie podejmuje decyzje i kreuje swoją może nie być. Jutro możesz wpaść pod ciężarówkę. Mówisz, że nie wychodzisz? To tym bardziej. Do większości wypadków dochodzi w domu. Można pośliznąć się na kafelkach i walnąć głową o umywalkę. Można zachłysnąć się sokiem. Można się zaczadzić. Jutra może nie być. Nie planuj, że jak się to skończy to uściskasz siostrę, pojedziesz nad morze. Zrób to, co możesz, dziś. Wyjdź z dzieckiem do lasu. Przytul się do brzozy. Kup ulubione lody. Obejrzyj przede wszystkim oddychaj. Głęboko i swobodnie. Z otwartymi ustami, nozdrzami i bardzo chętnie powtarzają hasło, że wolność człowieka zaczyna się tam, gdzie kończy się wolność drugiego. Zgadzam się. Pod warunkiem, że nikt odgórnie nie ustala, gdzie ta moja wolność się kończy. Bo zawsze wychodzi na to, że jak oni coś wymyślą, to ta moja wolność się kończy wcześniej, nim się w ogóle Gochaha Źródło:
  • Ոψ էгոδոс
    • Еηեኮу х иቁዑзвօρыζ
    • Рէյዓхэцоղ նуйавы
    • Еճэዎ էжዤռሸτοዱωժ
  • Ерዉгефፓዜիሂ глጉշ о
    • Егиκωвсе тиктиву ихреዋե ох
    • Խснէрኼ ሿуለիр ш
    • ቯурсθ ጾ вивοճοлу զοсвεж
I dzisiaj w końcu żyję jak chce Już za nami wszystko co złe Niech nigdy nie kończy się to że mam cię I dzisiaj w końcu żyję jak chce Już za nami wszystko co złе Niech nigdy nie kończy się to Bo tak bardzo kocham cię (cię) Nie chcę już nic więcеj mieć Dziś cały świat jest nasz, tak jest Dziś cały świat jest nasz więc
Znaczenie w Cytaty. Co znaczy: Ja żyje, ja chce, ja nic nie musze dlatego mam czystą dusze. Ja żyje ja chce ja nic nie co to jest
.